Archive for Listopad, 2015


W HOTELOWYM DANCINGU

Listopad 30th, 2015

Kiki przyjeżdża do Villefranche w deszczowy dzień i od razu popada w przy­gnębienie.  Tak bardzo tęsknię za moim Jockeyem – skarży się swojej przyjaciółce, Marie Louise Hobinet-Duris, opierając się o żelazną balustradę balkonu.Obie mieszkają w bardzo ładnym pokoju na trzecim piętrze, skąd rozciąga się widok na port, tonący teraz we mgle.Wszędzie czuję sól i zapach smołowanych lin. Dziwne, ale to wprawia mnie w fatalny nastrój. Może zejdziemy do baru, żeby się trochę rozweselić? W dzień i w nocy w hotelowym dancingu, na parterze, aż roi się od pod­chmielonych marynarzy .

ZNANA MELODIA

Listopad 14th, 2015

Są tu też przystojni, smukli marynarze z amerykań­skich statków, zarzucający do tylu swe jasne wtosy. Ich niebieskie mundury są tak opięte, że sprawiają wrażenie, jakby były namalowane bezpośrednio na cie­le. Kiki zachowuje stosowny dystans, czując się onieśmielona tymi potężnymi chlopiskami puszczającymi do mej oko i skorymi do bójki z byle powodu. Orkiestra zaczyna właśnie grać znaną melodię. Orkiestra to może trochę przesadne określenie jak na zespół składający się z trojga muzyków: dwóch mężczyzn, jednego grającego na pianinie, a drugiego na bandzo, oraz tłustej, jednookiej akordeomstki. Po chwili ów tercet zaczyna grać fokstrota.

ZNACZNIE LEPIEJ

Listopad 3rd, 2015

Kiki czuje się już znacznie lepiej. Przy barze dołącza do niej Cocteau, któ­ry właśnie wrócił z Londynu. Obok nich stoi pewna Amerykanka ze swoim bra­tem, z którymi Kiki zawarła już znajomość. Teraz oboje uśmiechają się do niej. Można by pomyśleć, że to niemal rodzinne spotkanie. Po kilku dniach pobytu w Villefranche Kiki jest już gwiazdą portu. Maryna­rze, kiedy widzą, ze zbliża się do baru, chowają w pośpiechu swe berety z czer­wonymi pomponami. Ona bowiem, ot tak dla zabawy, zrzuca im je z głów non­szalanckim ruchem ręki. Man miał dojechać do niej, ale obowiązki zatrzymały go w Paryżu.