Archive for Grudzień, 2015


WSZYSTKIE SPOSOBY DOZWOLONE

Grudzień 28th, 2015

W tym stanie wydają się jej do­zwolone wszystkie sposoby, by wejść na widownię i znaleźć się u boku swego ukochanego Marcela. Tymczasem na scenie panna młoda zdejmuje z głowy wianek z kwiatów po­marańczy i rzuca go jednemu z tancerzy. Rozlegają się burzliwe oklaski.Dostrzegając Therese i Kiki w tłumie wychodzących z teatru, Jeanne wy­krzykuje – „Są! Dziwki! Złodziejki!”. Marcel Duchamp zakłada płaszcz i ulat­nia się w pośpiechu. Z kolei Therese, przeczuwając, że sytuacja może się źle skończyć, próbuje przekonać pijaną koleżankę, by wróciła do domu. Ona jed­nak ani myśli jej słuchać i czepia się kurczowo pożyczonych Kiki karakułów.

JAK NIGDY

Grudzień 23rd, 2015

Ki­ki pokazuje od razu pazurki i szybko uwolniwszy się z opresji, wychodzi z te­atru z dumną miną. Na ulicy czeka już na nią Man, a Treize w taksówce. Wsia­dają do auta, tymczasem wściekła Jeanne usiłuje też wcisnąć się do środka. Treize odpycha ją z całej siły. Nagle Jeanne potyka się i wpada w sam środek ogromnej kałuży, a taksówka rusza gwałtownie z miejsca. Jak nigdy dotąd Kiki odczuwa potrzebę wytchnienia i ucieczki. Chce na ja­kiś czas zapomnieć o Montparnassie. Wyjechałaby gdzieś, gdzie mogłaby pood­dychać swobodnie.Całe szczęście, że rok kończy się w wesołej atmosferze. To za sprawą Pica- bii i jego Skeczu filmowego reżyserowanego przez Rene Claira w teatrze des Champs-Elysees.

ODPOCZĄĆ OD PARYŻA

Grudzień 19th, 2015

Podczas jednego z przedstawień S keczu filmowego w sylwestra 1924 roku Rene Clair, oświetlając z jaskółki różowym światłem biblijną parę, zakochuje się w Broni i jej subtelnej urodzie. Kilka miesięcy później bierze z mą ślub. W taki spo­sób sceniczna Ewa staje się w życiu prywatnym panią Chomette, a publicznie panią Clair. Dla Marcela Duchampa zostaje na zawsze żoną Adama. W lutym 1925 roku spełnia się pragnienie Kiki. Opuszcza Montparnasse, jedzie pociągiem ekspresowym na Południe, gdzie będzie mogła odpocząć od burzliwego życia Paryża. W każdy letni wieczór pewien młody, ale starczo wychudzony, mężczyzna w białym ubraniu przychodzi w to samo miejsce na uboczu, siada i patrzy na port w Villefranche.

SAMOTNY MĘŻCZYZNA

Grudzień 16th, 2015

Nad wieżą kościoła św. Jana i Zatoką Aniołow, osłoniętą od otwartego morza przylądkiem, zapalają się intensywnie gwiazdy, niemal takie same jak te, którymi ów mężczyzna zwykł podkreślać swój podpis artysty i po­ety. Nad bezsennym miastem, jego barokowym kościołem, starym fortem i eg­zotycznymi palmami wznoszą się wysoko góry opasane serpentynami dróg, wy­glądające jak olbrzymie, kamienne wachlarze. Jean Cocteau, to on jest tym samotnym mężczyzną, wsłuchuje się w odgło­sy uderzających o siebie, zacumowanych łodzi i w bezwstydne, nieregularne chlupotanie wody. Jego źrenice są dziwnie rozszerzone. Gdy zagadują go ryba­cy, me dostrzegający aury śmierci, która mu towarzyszy, ogarnia go złudzenie, że jeszcze żyje.

REKONWALESCENCJA JEANA

Grudzień 7th, 2015

Światło latarni morskiej z wieży kościoła św. Jana, wędrujące od Przylądka Nicejskiego przez szeroką redę Villefranche, aż po nabrzeże portowe, na chwi­lę rozjaśnia pociągłą twarz Cocteau, jakby nawiedzoną przez demona. To twarz lunatyka. W Villefranche-sur-Mer, małym porcie rybackim na południu Francji, Jean Cocteau przebywa na rekonwalescencji. Przyjechał tu, by ukoić cierpienie po śmierci człowieka, którego nazywa swym synem.W sierpniu 1924 roku zamieszkał wraz z Georges’em Auriakiem w willi Za­cisze. Próbowali uciec od rzeczywistości, poddając się działaniu opium, które przenosiło ich w błogą, niemal niebiańską próżnię. Któregoś dnia, idąc ciemną ulicą w stronę portu, Cocteau natknął się na mały hotel położony tuż nad brze­giem morza, o dźwięcznej nazwie „Welcome-Bienvenue”.