Archive for Luty, 2016


W ZWOLNIONYM TEMPIE

Luty 24th, 2016
  • Zaczekaj tu na nas, pójdziemy poprawić makijaż – mówi Kiki i wychodzi razem z Treize, zostawiając Jeanne z trzema dżinami z tonikiem, które właśnie zamówiły Zamiast jednak zejść do podziemia, gdzie jest toaleta, wymykają się bocznymi drzwiami.Wpadają zadyszane do teatru, gdzie zastają już Mana Raya, Marcela Du­champa, Germaine Everling, Francisa Picabię i słynną piosenkarkę Yvonne George, nową, platoniczną i tragiczną miłość Roberta Desnosa. Wszyscy są juz w lożach.Rozlega się trzykrotne uderzenie w gong i na białej kurtynie rozpoczyna się projekcja krótkiego filmowego prologu Rene Claira: Erik Satie, z białą bródką, w meloniku i baletowej spódniczce, z parasolem w ręku, schodzi w zwolnionym tempie z nieba. 

POJAWIENIE SIĘ JEANNE

Luty 14th, 2016

Pod koniec spektaklu tancerze w cylindrach zdejmują na scenie ubrania, po­zostając jedynie w białych, przylegających do ciała, jedwabnych kostiumach. Przebrana za pannę młodą tancerka zbiera na taczkę porozrzucane ubrania ja­ko symboliczne śmieci i wywozi je w narożnik sceny. W tym momencie Man wychodzi na chwilę z loży. Kiedy wraca, jest blady z przerażenia. Szepcze Kiki do ucha – „Jeanne jest tutaj”. Okazuje się, że stoi przed kasą tak pijana, że z trudem trzyma się na nogach. Robi przy tym tyle hałasu, że obsługa teatru nie chce jej wpuścić na widownię. Między kolejnymi czknięciami udaje się jej wybełkotać – „Gdzie są te dwie złodziejki?!”

WSZYSTKIE SPOSOBY DOZWOLONE

Luty 8th, 2016

W tym stanie wydają się jej do­zwolone wszystkie sposoby, by wejść na widownię i znaleźć się u boku swego ukochanego Marcela. Tymczasem na scenie panna młoda zdejmuje z głowy wianek z kwiatów po­marańczy i rzuca go jednemu z tancerzy. Rozlegają się burzliwe oklaski.Dostrzegając Therese i Kiki w tłumie wychodzących z teatru, Jeanne wy­krzykuje – „Są! Dziwki! Złodziejki!”. Marcel Duchamp zakłada płaszcz i ulat­nia się w pośpiechu. Z kolei Therese, przeczuwając, że sytuacja może się źle skończyć, próbuje przekonać pijaną koleżankę, by wróciła do domu. Ona jed­nak ani myśli jej słuchać i czepia się kurczowo pożyczonych Kiki karakułów.