SUKIENKA W KOLORZE NOCY

W końcu Kiki daje się przekonać Cocteau. Oboje przybywają na miejsce późnym wieczorem, dosłownie na ostatnią minutę. Kiki ma na sobie krótką sukienkę w kolorze nocy. Za każdym razem gdy sia­da, brzeg sukienki unosi się jak kurtyna w teatrze, odsłaniając jej uda. Jedyna biżuteria, jaką nosi, to ogromna chryzantema, którą przypięła na ramieniu. W złocistobiałych wnętrzach, bardzo wysokich i jaskrawo oświetlonych, tłoczą się zaproszeni goście. Przypominają egzotyczne ptaki, wzlatujące i ćwierkające, przyciągane blaskiem ciężkich, srebrnych żyrandoli. Urodziwa dama z obnażonym biustem, wciśnięta w ciemne futro, wyciąga małą, skrzy­dlatą dłoń do pewnego pingwina, który nagle zgina się w pół, jakby dziobiąc jej ozdobione pierścieniami palce. 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

LUBIĄC PRZEBIERANKI

Za plecami Cocteau rozlega się czyjś chrapli­wy głos: Czytał pan ostatnią powieść tego nieszczęsnego Rrradigueta, Bal u hrrra- biego d’Orrrgel?A jakże!- odpowiada zagadnięty jegomość. – Niezłe uczniowskie wypra­cowanie. Taka Księżna de Cleves we współczesnym wydaniu. Oceniam na troj­kę z plusem.Przykrrro mi, ale sądzę, że kopia znacznie przerrrasta orrryginał. Pani de La Fayette to okrrropna nudziarrra!Ale czy ten d’Orgel nie jest wykapanym portretem hrabiego de Beau- mont? – włącza się do dyskusji jakiś inny, afektowany głos. – Taka sama niesa­mowita lekkość, te same nawyki. Choćby jego długa ręka, którą potrząsa, by za­sygnalizować, że ma coś do powiedzenia. A poza tym to takie rozkoszne dziec­ko lubiące przebieranki. Nawiasem mówiąc, wątpię, żeby ten cały Radiguet był rzeczywiście zakochany w hrabinie. Wydaje mi się, że on wolał raczej chłop­ców, mimo swego finiszowego romansu z Beatrice Hastings!

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

CZARUJĄCA MAŁA

  • Z tym to nigdy nie wiadomo. Przypominacie sobie państwo bal z 1922 ro­ku? Był po prostu wspaniały! Wtedy sam hrabia przebrał się za groteskowego, tłuściutkiego amorka w różowym kostiumie… Zdaje się, że nasi gospodarze szykują nam kolejną karnawałową zabawę. Ma to być „Bal tworzyw”! Ach, to pani nic nie wie, droga przyjaciółko! Ależ to prawdziwy event, którego pod żadnym pozorem nie można przegapić. Proszę sobie tylko wyobrazić suknię z tych nowych tworzyw plastycznych! – Z gumy, ceraty, celofanu – precyzuje anonimowy głos dobywający się z szerokich od ucha do ucha ust.Ach, to pan, drogi Cocteau! – mówi nagle dama z szyją zamaskowaną ogromnym, puszystym kołnierzem z niebieskiego lisa. Mierząc Kiki zapadnię­tymi oczami, pyta:Kim jest ta czarująca mała?

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

KSIĘŻNA

  • Przedstawiam pani Kiki de Montparnasse. Ona śpiewa – dodaje Cocteau.– I to bardzo dobrze. Zwłaszcza piosenki liryczne. Czy panie się nigdy nie spo­tkały? Kiki… księżna M…Speszona Kiki śmieje się głośno, po czym wypija jednym łykiem już trzecią lampkę szampana.Czy mógłbyś mi przynieść jeszcze jedną? – prosi cicho Jeana.Kiedy Cocteau wraca z kieliszkami w rękach, wokół Kiki tłoczy się już cała gromada zaciekawionych mężczyzn w smokingach.Proszę nam coś zaśpiewać – proponuje księżna.Kiki jest wściekła na Cocteau, a jednocześnie cieszy ją myśl, że postawi go w kłopotliwej sytuacji.Nie bój się – zachęca ją, podając kolejny kieliszek trunku. – Przecież cię nie zjedzą!No dobrze. A więc zaczynajmy!

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

TAKA JEST KIKI

Wokół zaczęto nagle powtarzać szeptem, jakby gwoli wyjaśnienia, iż owa ta­jemnicza postać to królowa Cyganów. Nie przeszkadzało to oczywiście, by Kila klasyczna Carmen jawiła się w oczach dobrze ułożonych dam i panów ze sta- rannie pobrylantynowanymi włosami jako wcielenie buntownicy z przedmie­ścia. Patrzyli na nią jak na żywą reklamę pornografii, która wkradła się do ich dobrego towarzystwa i wyśpiewuje nago przed publicznością, a żaden cenzor nie może położyć kresu jej skandalicznemu ekshibicjonizmowi. Ale taka jest właśnie Kiki. Już wówczas, kiedy urodziła się na brzegu rynsz­toka, można było powiedzieć, że w jej losie jest coś groteskowego. Jedni ją ak­ceptują, inni nie, więcej możliwości nie ma. Jej życie jest niekończącym się za­machem na pruderię. Do tego stopnia, że jej najdrobniejszy nawet gest, choć­by niezamierzony i w jej oczach zupełnie niewinny, bywa odbierany jako obra­za dobrych obyczajów.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

NIEMORALNE PROWADZENIE SIĘ

Kiedyś wracała o świcie razem z Therese i fotografem Savitrym, przyjacie­lem Brassaiia, z nocnej zabawy w Jockeyu. Idąc przodem, Kiki wyprzedziła znacznie przyjaciół. Nagle potknęła się o brzeg swojej jedwabnej, sięgającej aż do kostek i mocno wydekoltowanej sukni i upadła jak długa twarzą wprost do rynsztoka. Szeroka suknia zadarła się wysoko, odsłaniając to, co było pod spodem – nagie ciało. Szlag by to… A niech tam! – wykrzyknęła roześmiana, klepiąc się lekko po pośladkach.W salonie hrabiostwa de Noailles takie zachowanie nie mogłoby mieć miej­sca. Te wszystkie damy, strojące ustawicznie miny, irytowało nie tyle niemoral­ne prowadzenie się Kiki, o które ją podejrzewały co jej „przedmiejska” rubasz- ność i sposób bycia nadwerężający tak zwaną elegancję.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

WYBRYK NATURY

Jest zupełnym przeciwieństwem Dolly Sisters, platynowych blondynek śpiewających i tańczą­cych w Rector’s Club wśród brokatów i strusich piór. Ale nawet te milutkie, mechaniczne lalki mają w sobie coś szczególnego. Robią wokół siebie dużo szu­mu, usiłując dostać się na wszystkie niemal estrady, grywają w kasynach i ubie­rają się w słynnych domach mody. Skoro jednak sam Cocteau, ten prawdziwy arbiter elegancji, daje wszyst­kim do zrozumienia, że należy podziwiać Wenus z rozdroża Vavin, goście księ­stwa de Noailles muszą się poddać nakazowi chwili i podziwiać Kiki. Patrzą na nią jak na wybryk natury, postawiony tu na równi z księżną Sutzo, Lady Abby, maharadżą Kaparthalą oraz elitą paryskich pisarzy i artystów bawiących się w sancta sanctorum stołecznych salonów.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

WOJNA O PARASOL

Pod koniec wiosny 1924 roku hrabia Etienne de Beaumont wynajmuje te­atr Cigale i od 17 do 30 czerwca wystawia w nim cykl niezwykłych spektakli pod wspólnym tytułem Wieczór paryski. Ma to być festiwal prezentujący du­cha nowej epoki, przyciągający publiczność najśmielszymi, nad wyraz nowo­czesnymi pomysłami. Dzięki temu niespodziewanemu mecenatowi Tristan Tzara wystawia swo­ją Chusteczkę z chmur. Kostiumy do spektaklu projektuje Madame Lamin, a scenografia ogranicza się do piętnastu gigantycznych „kartek pocztowych”, które przesuwają się rytmicznie na tle czarnej kurtyny jak obrazy w fotopla­stykonie. Pod koniec sztuki występuje sam autor. Maszerując wzdłuż i wszerz sceny, powtarza coraz szybciej – „Czas płynie, płynie, płynie… kropla po kro­pli, po kropli”, ku ogromnej radości publiczności, która nagradza go oklaska­mi na stojąco.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

BRAWA ZWOLENNIKÓW

De Beaumont sfinansował leż wystawienie spektakli baletowych. Jeden z nich to Merkury z muzyką Erika Satie’ego w wykonaniu Baletu Szwedzkiego. Nie licząc kilku drobnych niepowodzeń, każdy spektakl odbywa się niemal wyłącznie przed oddaną idei, „parterową” publicznością. Repertuar jest bo­wiem zbyL „ambitny”, by przyciągnąć większą liczbę widzów. Dochodu nie przy­nosi nawet elegancka filia kabaretu Wół na Dachu, otwarta we foyer przez Moysesa. Bilety rozdawane są za darmo, i to wśród bliskich znajomych. Brawa biją więc sami zwolennicy (należy do nich też Kiki) tak oryginalnych pomysłów inscenizacyjnych, jak: Sałata, Mody, Człowiek i jego pragnienie oraz Romeo i Jułia – wszystkie w adaptacji Cocteau.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
Drążenie foremników