POWAŻNA I PODNIECONA

Poważna i podniecona jednocześnie, podaje mu mały obraz. Wiesz, to nic nie warte – zagaduje. – Ale wczoraj nudziłam się trochę i przypomniałam sobie, co robiłam pod koniec wojny, żeby zarobić trochę forsy. W Paryżu było wtedy wielu angielskich i amerykańskich żołnierzy, więc rysowa­łam ich portrety w kawiarniach. Zdaję sobie sprawę, że żadna ze mnie artystka, ale zawsze pamiętałam, by narysować odpowiednią liczbę belek na pagonach tych chłopaków. Twarze z obrazów me były zbyt podobne do oryginałów, ale oni nie byli aż tacy wymagający i płacili mi po pięćdziesiąt centymów od portretu.Ależ to wspaniałe! – woła z zachwytem Man i ustawia obraz pod światło.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

PRZYJACIEL KARZEŁ

Nie przypadkiem chyba jednym z najlepszych przyjaciół Kiki jest karzeł. Nazywa się Jean-Paul Le Tarare i ma wzrost siedmio- lub ośmioletniego dziec­ka. Jego matka rysuje katalogi tanich towarów; jak choćby kompletów pościeli. To, że Le Tarare jest taki mały dodaje Kiki pewności siebie. Mówi się, że prze­stał nagle rosnąć z powodu jakiegoś zbyt silnego lekarstwa. Kiedy Kiki i Therese wychodzą na ulicę pod rękę z tym miniaturowym mężczyzną, tworzą prawdzi­wie burleskowe trio. Czasami przyjaciółki zachowują się jak dziewczynki bawią­ce się lalką, którą staje się Le Tarare. Gdy robią porządki, najpierw pastują pod­łogę, po czym popychają Le Tarare’a z jednego końca pokoju na drugi coraz szybciej i szybciej. W ten sposób zastępuje im froterkę. Ślizga się w najlepsze ze ścierką pod stopami, lekko uginając kolana.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

PASIASTY GORSET

Te zwariowane, pozbawione złośliwości zabawy przypominają im czasy, kie­dy mieszkały w hotelu Aiglon nad Zielonym Barem, przy skrzyżowaniu bulwa­rów Raspail i Edgar-Quinet. Latem prały bieliznę w ciężkiej, cynkowej miedni­cy na podwórzu. Sąsiadowało ono z cmentarzem znajdującym się tuż za mu- rem, zza którego wystawały korony potężnych drzew i krzyże wysokich grobo­wców. Panowała tam charakterystyczna, cmentarna cisza. Właśnie na tym po­dwórzu zrobiły sobie któregoś dnia zdjęcie. Widać na nim Kiki z rozwichrzony­mi włosami, bez makijażu. Ma na sobie tylko pasiasty, dżersejowy gorset i pod­winięte, białe, bawełniane pantalony. Zdjęcie to wisi teraz wśród innych pamią­tek, przypięte do ściany pinezkami.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

COŚ WIĘCEJ NIŻ KAPRYS

Życie nie jest jednak tak beztroskie, jak na owej fotografii. 29 października 1924 roku umiera, mieszkająca w Chatillon na ulicy du Cygne, Babcia Kiki. Osierocona Kiki pogrąża się w niekończącym się smutku i melancholii, jeszcze bardziej ponurej niż po wyjeździe do Ameryki. Stara się jednak nie załamywać i jakoś znieść tę tragedię. Właśnie wtedy malarstwo staje się dla niej czymś więcej niż jedynie kapry­sem. Jest zarówno ucieczką przed zamknięciem się w sobie, jak i przed co­dziennością. Malując, czuje się tak, jak wtedy, kiedy chroniąc się przed nocny­mi koszmarami i burzą, chowała głowę pod poduszkę.Malowanie to nie tylko ucieczka, lecz także chęć stanięcia po drugiej stro­nie płótna.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

DZIECIŃSTWO CZEKANIA

Przez całe dzieciństwo czekała więc na Fantomasa, tego dżentelmena w cylindrze i w czarnej pelerynie pod­szytej fioletem. Każdego wieczoru, pełna nadziei, zostawiała otwarte okno. By­ła nawet gotowa na współpracę z wymarzonym porywaczem, dlatego chcąc ułatwić mu misję, kładła się do łóżka w ubraniu.Nigdy jednak nie miała szczęścia i nie stała się ofiarą romantycznego Fan­tomasa. Teraz ani makijaż, ani zabawy, ani nawet komiczne spektakle nie po­zwalają jej przezwyciężyć melancholii.Sztuczne raje” jej obrazów sprawiają, że przynajmniej się nie nudzi. Ba­wią ją też fortele i szalone pomysły Jeanne, jej koleżanki. Kiki lubi tę młodą, wesołą wdówkę, która w końcu poślubiła swojego kochanka – masywnego, wą­satego malarza, Fernanda Legera.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

BOGATA I KPRYŚNA JEANNE

Od czasu, gdy Jeanne zakochała się w ostrym i surowym profilu Marcela Duchampa, nie odstępuje na krok Kiki i Treize. Wiedząc, że Marcel lubi przebywać w towarzystwie obydwu przyjació­łek, ma ciągle nadzieję, że uda się jej zbliżyć do obiektu swych westchnień. On jednak pozostaje niedostępny. Bogata i kapryśna Jeanne Leger wydaje się gotowa na wszystko, byle tylko znaleźć się w pobliżu pięknego, choć nieczułego idola. Ale niekochający jej, ta­jemniczy Duchamp, ucieka przed nią tak samo, jak uciekał przed Fernande Barrey i Elzą Triolet, małą Rosjanką o surowym spojrzeniu. Ten apatyczny uwodziciel, pociągający zakochane serca cieniem długiej, masywnej sylwetki, nikomu nie pozwala sobą zawładnąć, zazdrośnie strzegąc swego czasu i pry­watności.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

MĄŻ JEANNE

Jeanne jednak, nie potrafiąc zrozumieć tej przeciwnej swemu charaktero­wi osobowości, nalega przy każdej okazji, by wracać razem z Kiki i Treize do Istrii, gdzie Marcel wpada między kolejnymi wyjazdami na turnieje szachowe. Czy nie możesz przestać zanudzać nas Marcelem?! – mówi do niej któ­regoś wieczoru Therese. – Nie masz żadnych szans, żeby go złapać. On biega znacznie szybciej od ciebie, Jeanne – dodała, zdzierając jej z głowy elegancki, filcowy, karmelowy kapelusz, który zaczęła szarpać ze złości.Okazało się, że mąż Jeanne, Fernand, słyszał wszystko mimo kawiarniane­go zgiełku i muzyki. Zbladł nagle jak muchomor sromotnikowy, podszedł do Therese i uderzył ją w twarz.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

W OBRONIE ŻONY

Stanął w obronie żony, która go zdradza. Gdyby tylko mógł, dałby pewnie nauczkę wszystkim nieokrzesanym kochankom Jean­ne. Therese, jakby ją osa ukąsiła, zdobyła się na gwałtowną replikę – wykręce­nie nosa „Tatusiowi”, jak nazywa go niewierna żona. Tamtego wieczoru inter­weniowali prawie wszyscy stali bywalcy Jockeya, by rozdzielić tych dwoje. Jakiś czas później Jeanne Leger, uknuwszy zemstę, wysiała do kabaretu kil­ku osiłków – karną ekspedycję. Nie wiadomo, jak cała sprawa by się skończyła, gdyby nie baron Wollmann, jeden z najlepszych w Paryżu pośredników w sprzedaży obrazów. Postanowił rzucić wyzwanie owym mścicielom.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

SYMPATYCZNE DZIEWCZYNY

Stając odważnie przed nimi, niczym śpiewak operowy szykujący się do rozpoczęcia wielkiej arii, zaczął kłapać swoją sztuczną szczęką jak pułapką na szczury: Jeśli tkniecie te sympatyczne dziewczyny – mówił, wskazując na Treize i Kiki – to będziecie mieli do czynienia ze wszystkimi, którzy tu są! Róbcie, co wam się podoba z Jeanne Leger, ale nasze przyjaciółki zostawcie w spokoju!Musiało to wywrzeć na osiłkach spore wrażenie, bo stali się łagodni jak ba­ranki. Usiedli grzecznie przy stoliku i zamówili po jednym głębszym.Po tym błazeńskim incydencie Jeanne Leger nieco się uspokoiła. Trwało to aż do premiery Antraktu w teatrze des Champs-Elysees. Ten film Rene Claira powstał na prośbę Picabiijako interludium do jego „migawkowego” baletu pod tytułem Reldcke, który ma być zaprezentowany 5 grudnia 1924 roku w wyko­naniu Baletu Szwedzkiego Rolfa de Mare, w choreografii Jeana Bórlina i do muzyki Erika Satie’ego. 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn